Początek naszej szkoły datuje się od roku 1925. Była to wówczas szkoła męska i do niej właśnie uczęszczał mój dziadziu. Obowiązkiem każdego ucznia gimnazjum było noszenie mundurka, a ponieważ dziadziu pochodził z biednej rodziny mama uszyła mu ten mundurek ze swojej obszernej, długiej sukni.

Dziadziu chodził do tej szkoły 8 lat. Uczył się : religii, języka polskiego ,języka łacińskiego,

języka greckiego , języka niemieckiego, historii wraz z nauką o Pol­sce współczesnej , geografii , przyrodo­znawstwa, fizyki, matematyki, propede­utyki, filozofii i miał także zajęcia z ćwiczeń cielesnych . Ale młodość dziadzia i jego kolegów w tej szkole nie wypełniała tylko nauka. Byli to ludzie weseli i aby urozmaicić sobie czas w szkole urządzali różne "kawały". Raz np. zamalowali profesorowi od łaciny okna , tam gdzie mieszkał , na czarno i nauczyciel zjawił się w szkole dopiero po lekcjach. Dziadziu wspomniał także jak zginął ich dziennik , a sprawy tej nie wyjaśniono nawet po wielu, wielu latach na spotkaniu „weteranów" , w takiej tajemnicy było to utrzymane.

 

Uczniowie często mieli kłopoty z 0­płaceniem czesnego i gdy dziadziu raz spóźnił się z opłatą, wydalili go ze szkoły i dopiero, gdy zapłacił, mógł kontynuować naukę. W szkole między uczniami śpiewa­ny był nawet studencki hymn, a brzmiał on mniej więcej tak:

 

"Belfer mi się pyta, czy umiem łacinę, ja mu odpowiadam .

że ... kocham dziewczynę. 

Belfer mi się pyta, czy umiem niemieckie, ja mu odpowiadam:

ma oczka niebieskie .

Belfer mi się pyta regułki greki, ja mu odpowiadam,

tę kocham na wieki ...

Ref: Hej belfry, belfry, belfry psie juchy

a studenci zuchy są ...”

 

Uczniowie wówczas , tak jak i dziś, mieli swoje sympatie, tylko nieco inaczej okazywali uczucia. Chłopcy śpiewali np. serenady pod oknami młodych seminarzystek.

 

A potem przychodziła matura. Była bardzo ciężka i zdawało się ją z wielu przedmiotów przez cały dzień: 2, 3 uczniów. Z rocznika dziadzia na 19 zdających maturę-dyplom uzyskało zaledwie 8 osób . Komisja egzaminacyjna składała się często z profesorów powołanych przez Kuratorium z innych szkół. Ale uczniowie, którzy ukończyli gimnazjum, wynosili naprawdę gruntowną wiedzę. Pamiętam jak nieraz dziadziu recytował mi "Antygonę" i fragmenty "Iliady" po grecku, a łacinę tak dobrze pamiętał, że mojej mamie w szkole pomagał w tłumaczeniu.

I tak mniej więcej wyglądało życie w przedwojennym gimnazjum.

Papużka

 

 

Artykuł autorstwa Katarzyny Ignas pochodzi z czasopisma szkolnegoWYPOCINKA Nr 2 luty – marzec – kwiecień ‘93

Odwiedza nas

Odwiedza nas 16 gości oraz 0 użytkowników.