Moje wspomnienia z LO

    Do LO w Ropczycach uczęszczałam w latach 1952-1956. Moja klasa liczyła 27 osób w tym tylko 7 chłopców. Wychowawcą był prof. Janasik Jan.

  W pamięci najbardziej zapadły mi lekcje z fizyki z prof. Viscardim. Każda lekcja poparta doświadczeniami przeprowadzanymi w sali kółka technicznego.

  Pamiętam też szczególnie jedną z lekcji geografii z prof. Burowskim. Uczył nas też astronomii i na obserwację nieba wybraliśmy się wieczór na miasto/ dziś okolice stadionu sportowego. Uczyliśmy się rozróżniać Wielki Wóz, Mały Wóz, Orion itp.

 

  Rozrywką dla nas były zajęcia pozalekcyjne.

  Należałam do sekcji gimnastyki akrobatycznej, którą prowadziła prof. Irena Krzemińska. Jako najlżejsze wraz z koleżanką Myszką Kingą lądowałyśmy na szczycie piramid. A warto wspomnieć, że naszą salą gimnastyczną była klasa na parterze najbliższą schodów.

  Zespół taneczny też prowadziła prof. Krzemińska. Występowałyśmy na różnych akademiach, których wtedy nie brakowało.

  Zespół muzyczny prowadził prof. Karol Kryzacki. Orkiestra liczyła 15 osób z tego tylko 3 nie były z naszej klasy. Było to wygodne dla prof. Kryzackiego bo w przypadku intensywnych prób przed występem prosił najczęściej prof. Strzyża od łaciny o zwolnienie zespołu na próbę no a reszta klasy miała wolne

  Na akademię najczęściej wyjeżdżaliśmy do Domu Kultury w Dębicy, bo Dębica była wtedy powiatem. Pamiętam jak raz w trakcie tańca wbiła mi się w nogę pinezka/ tańczyłyśmy w płóciennych baletkach własnej roboty./ Ledwo dałam rady dotańczyć do końca. Pan Dyrektor Christoff wtedy mnie strofował, że powinnam była przerwać taniec i powiedzieć, że scena nie jest przygotowana do występów.

  Atrakcją w szkole były też wyjazdy do PGR-ów w Zawadzie lub Górze Ropczyckiej na zbieranie chmielu lub buraków cukrowych. Wyjeżdżało się ciężarówkami na cały dzień. Autobusów wtedy nie było tylko ciężarówki lub pojazdy typu ''stonka''/ podobny do ciężarówki, zamknięty trochę oszklony a wchodziło się do niego po schodach./

  Raz w roku miewaliśmy zabawę karnawałową albo byliśmy zapraszani na taką do technikum Ogrodniczego lub Mechanicznego gdzie było mało dziewcząt. Najczęściej były to zabawy kotylionowe a kotyliony szyłyśmy same. Te szkoły miały już wtedy salę gimnastyczną na której się one odbywały a my takiej nie mieliśmy.

  W tym czasie nie robiło się studniówek. Po maturze, jeśli któryś rocznik chciał urządzić komers i było to na terenie szkoły w klasach na pierwszym piętrze. Wszystko przygotowywaliśmy sami.

  W 1955roku odbywał się w Warszawie Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów i nasza szkoła też wysyłała swoją delegację w której byłam. Cała młodzież powiatu dębickiego zbierała się w siedzibie ZMP i potem jechaliśmy specjalnym pociągiem w nocy do Warszawy. Spaliśmy w miasteczku namiotowym na Grochowie. Cały nasz pobyt trwał 3 dni ale byliśmy na otwarciu festiwalu na stadionie 10-cio lecia. Było wielkie przeżycie-tyle narodowości z całego Świata! I strach żeby się nie zgubić.

  Po studiach często miałam kontakt ze szkołą a jako szkolny lekarz stomatolog czasem zapraszano mnie na zabawy szkolne i było to dla mnie bardzo miłe.

  Barbara Żak-Żylicz

   (Pszeniczna)

Odwiedza nas

Odwiedza nas 49 gości oraz 0 użytkowników.