Po ukonczeniu szkoly podstawowej w Ropczycach i zdaniu egzaminu wstepnego znalazlem sie w rodzinie 'Naszej'Szkoly.
'Naszej' - bo po wyzwoleniu pierwszymi ktorzy rozpoczeli prace nauczycieli byli czlonkowie mojej rodziny,brat mojej Mamy - Wilhelm Szczepanek z zona Irena w nastepnych miesiacach siostra mojej Mamy Michalina Pszeniczny z mezem
Stanislawem.Ucznnica tej szkoly byla rowniez moja Mama - Antonina Bochenek.Przyklad dzialal,w rodzinne slady poszedl moj brat Czeslaw , ja a pochod zakonczyla moja siostra Anna zdajac mature w 1971 roku.

Pamietam pierwsze lekcje - wszystko bylo inne - takie dostojne , to nie byli nauczyciele ,to byli Profesorowie i to dodawalo powagi wszystkiemu co tu mialo miejsce. W takiej to atmosferze przyszlo nam zmagac sie z wiedza przez kolejne cztery lata zakonczone egzaminem dojzalosci w 1960 roku. Teraz proponuje jednak wrocic do wrzesnia 1956 r.
i pierwszych lekcji ; pierwsza ,ktora zapamietalem i wspominam - to lekcja geografi pod kierunkiem prof. Jozefa Targonia nazywanego 'Dziadkiem'. Po przedstawieniu sie i zapoznaniu z naszymi nazwiskami profesor zapytal - czy wiemy co to jest geografia i do czego jest potrzebna - w klasie zapadla martwa cisza , po chwili , profesor z takim dobrotliwym usmiechem odpowiedzial - bez geografi nie trafilibysmy do naszego domu , nie wiedzielibysmy jak dojechac do Sedziszowa , Rzeszowa i wielu miejsc na naszej planecie - odetchnelismy z ulga ,to takie proste.
Od tego momentu z utesknieniem oczekiwalismy na naszego profesora  -bardzo ciekawie opowiadal.
Rok 1956 byl bardzo burzliwy dla naszego Kraju - poznanski czerwiec , zmiany w rzadzie ,pazdziernik ,zmiany w parti ,
zmiany w ZSRR , powstanie wegierskie i dlatego jesienia (listopad) zebrano mlodziez ze wszystkich szkol srednich w auli
Technikum Ogrodniczego usilujac nam wytlumaczyc zawilosci historii i sytuacji politycznej w Polsce.W trakcie, ktos ze

starszych klas nie wiem czy nasza szkola czy ogrodnik , zapytal o KATYN - ludzie , ktorzy mieli odpowiadac na pytania

mlodziezy wpadli w zlosc , a kilku nieznanych osobnikow usilowalo zlapac tego ,ktory zadal to pytanie - nie udalo sie
z pomoca kolegow udalo mu sie uciec.Przez nastepnych kilka dni trwaly przesluchania , ale bez rezultatu.
Wychowawca moim byl prof. Jan Janasik , ktory uczyl nas przyrody , biologii . Na lekcjach wychowawczych poruszalismy rozne tematy , miedzy innymi zabory - profesor wychowywal sie w zaborze carskim - w szkole nie wolno

bylo rozmawiac po polsku , w domu tez , ale trudno bylo sprawdzic , dlatego wladze szkoly chcialy aby mlodiez donosila - trzeba bylo byc ostroznym.
Jezyka polskiego uczyla pani prof.Albina Janasik ,zona naszego wychowawcy , byla bardzo wymagajaca co w koncowym efekcie wyszlo na dobre.Dzis po 53 latach 'Oda do Mlodosci' , 'Koncert Jankiela' , Trylogia oraz inne lektury czesto zwane uzupelniajacymi sa zachowane w mojej pamieci jako lekcje patriotyzmu -te wlasnie narodowe
dziela dawaly sile do przetrwania w trudnych momentach ( stan wojenny )
Mielismy wspanialych nauczycieli - prof. Viscardi , znacomity nauczyciel , jedyny w swoim rodzaju - fizyk u ktorego
nie bylo jednego wykladu zeby nie byl poparty doswiadczeniem . Jego pracownia wyposarzona byla we wszystko co

bylo potrzebne do przeprowadzenia eksperymentu na dowolny temat - statyka,kinetyka , swiatlo ,dynamika ,zjawiska elektryczne ,akustyka i wiele innych . To dzieki profesorowi pozostalem wierny naukom
technicznym do dzis . Pracujac w pracowni fizyko-technicznej tworzylismy nowe pomoce naukowe , ktore sluza do dzis , ksztalcac nstepne pokolenia.Pamietam,ze kiedy powstala Politechnika Rzeszowska to na poczatku wypozyczano

wiele pomocy naukowych z naszej szkoly.
Kolejna postacia o ktorej trzeba wspomniec jest prof.Wladyslaw Bordon uczacy chemi , bardzo skromny czlowiek ,kochajacy mlodziez.
Pani profesor Maria Waydowska - historia , umiala umiejetnie przekazywac nam prawdy historyczne w prosty

sposob - kazala nam usiasc prosto,zamknac zeszyty ,stala pod piecem kaflowym opierajac sie o niego i prowadzila nas

po kartach naszej historii mowiac czasami wprost  a czasami domyslami o tym czego nie mozna bylo znalezc w podreczniku. W zwiazku z historia przychodzi mi na mysl wydarzenie , ktore mialo miejsce w naszej klasie (klasa 9a)
Jeden z moich kolegow mieszkajacy w internacie ,zapalal miloscia do Jugoslawi ,tak ten kraj przypadl mu do gustu,
ze nauczyl sie jezyka serbsko-chorwackiego.Postanowil napisac list do owczesnego prezydenta Tito - plan wykonal,
list zostal wyslany za posrednictwem ambasady Jugoslawi.Minelo sporo czasu , ktoregos dnia w czasie lekcji kolega

zostaje wezwany do gabinetu dyrektora  Ryszarda Christoffa -po wyjsciu zapadla cisza ,wszystkiego mozna sie bylo
spodziewac ,kazdy z nas mogl zostac wezwany ale nie on-spokojny,zrownowazony,wiecznie oblozony ksiazkami i zyjacy jakby we wlasnym swiecie . Nalezy podkreslic,ze wezwanie do gabinetu dyrektora zawsze
oznaczalo wszystko co najgorsze - lekcja sie skonczyla a kolega nie wraca ,zaczynamy nastepna lekcje-nic , niewiem
jak dlugo to trwalo , dlugo , dwie lub trzy godziny lekcyjne , w koncu na kolejnej przerwie zobaczylem go wychodzacego
z gabinetu dyrektora z oogromna ksiazka a wlasciwie jak sie pozniej okazalo albumem - JUGOSLAWIA.W srodku bylo

kilka slow dedykacji i podpis  'JOSIP BROS TITO ' -czy byl to autentyczny podpis tego nie wiem , wiem,ze tak pieknego
albumu ,tak wspaniale wydanego jeszcze nie widzialem.Nastepnego dnia kiedy troche sie uspokoil opowiedzial co to

bylo w gabinecie dyrektora - mowil,ze kiedy szedl huragan mysli przelatywal przez jego glowe - po wejsciu zobaczyl
niezbyt sympatycznych panow z UB,ktorzy zalewali go doslownie pytaniami , kto ,co ,dlaczego - nie znam wszystkiego
bo zabroniono mu opowiadac cokolwiek ale pewne jest,ze wybrnal i album odzyskal - w uznaniu jego postawy zostal
nazwany przez nas 'AMBASADOREM', sam bez niczyjej pomocy nawiazal kontakt z prezydentem Jugoslawi.
Pamietam wszystkich moich profesorow ,po latach stwierdzam z odpowiedzialnoscia ,zlych wspomnien nie moge sie

doszukac ,to co kiedys mi nie odpowiadalo lub z czym sie nie zgadzalem,dzis po latach stwierdzam , to Oni mieli racje,to Oni wlasciwie oceniali i sytuacje i problemy.
Ks.Michal Siewierski -nasz katecheta zwiazany z mlodzieza od zawsze , to On prowadzil nas po wybojach zycia pokazujac
co dobre a co zle ,to dzieki niemu przetrwalismy zachowujac wiare pomimo zakusow ,atakow i faszowania obrazow

zycia tak skrzetnie  podsuwanych mlodziezy z roznych stron.Pamietam spotkanie po maturze w kosciolku kiedy 
zegnajac nas powiedzial ',pamietajcie jestescie POLAKAMI , POLSKA jest wasza MATKA a o MATCE nie wolno mowic zle .
Wspominajac tych wszystkich,ktorym zawdzieczam wiele chce zlozyc gleboki uklon i podziekowanie za to co dla mnie

zrobili w 'NASZEJ' szkole - DZIEKUJE.
Andrzej Bochenek 
Andrzej Bochenek

Odwiedza nas

Odwiedza nas 7 gości oraz 0 użytkowników.